strona główna
|
|
Powrócona.
Powrócona, więc napiszę kilka słów. Króciutko będzie..
Lublin:
sądziłam, że to miasto swoją nudą mnie uśmierci..Generalnie
rzecz ujmując, miałam wrażenie, że Lublyn to duszna mieścina, gdzie nic się nie dzieje. Nic bardziej mylnego. Fajne stare miasto, zameczek, parki..PLAZA <ukochane centrum handlowe Pani J.:P)
Sierpień:
był miesiącem totalnie kulturalnym..festiwale filmowe w Kazimierzu Dolnyn i w Zwierzyńcu zaliczone..galerie pozwiedzane..Rany! Kazimierz to wspaniałe, niepowtarzalne miasteczko..Nie byłam tam pierwszy raz, ale tym razem zrobiło na mnie jeszcze większe wrażenie..A Zwierzyniec? Równie malowniczy i pięękny! Postanowiłam, że będę mieć tutaj chociażby apartament..
Praca:
Pierwszy tydzień - totalna nuda..nie było w biurze prawie nikogo, żeby otworzyć usta..Tylko kuzyn, który zagadywany, odpowiadał monosylabami, no..generalnie cięęężko. Czułam totalną krępację, ponieważ ciocia z wujkiem byli dla mnie wspaniali..nie dość, że nic nie robiłam, to jeszcze dostawałam za to pieniążki..
Jednak drugi tydzień wniósł nowe zmiany..Szalony Koreańczyk dzwonił do biura niemal codziennie w godzinach od 10 do 14..Dziewczyny wróciły z urlopów, i było naprawdę wesoło. Ploteczki, różne zwierzenia, a nawet wnioski: "widzisz Ewo..jakie to chłopstwo jest okropne i paskudne"..
Ostatnie 5 dni spędziłam na prowadzeniu badania na Politechnice Lubelskiej z Agatką. Sprawdzałyśmy, ona wynagrodzenia, ja zajęłam się przeglądaniem faktur i wyciągów bankowych, i sprawdzaniem czy np. pieniążki unijne był właściwie, zgodnie z założeniami, wydane.. Po kilku godzinach robiło się to nużące, ale bynajmniej nie siedziałam bezczynnie w biurze..Było ogólnie spoko. Szczególnie jak profesor, pan Wu przyszedł i nam towarzyszył. Zabawiał nas żarcikami na przeróżne tematy.
Mężczyźni: ?
No, tutaj pola do popisu nie miałam zbyt wielkiego..gdyż mieszkałam w wiosce, pod Lublinem, gdzie mieszkają ludzie w wieku mojej rodzinki..
Ale..
Wydarzyło się kilka zabawnych i trochę mniej zabawnych zdarzeń..niektóre wyszczególnie:
* Listonosz, który nas odwiedzał codziennie i przynosił listy, paczki, z dnia na dzień robił się coraz to odważniejszy, że nawet głupio się uśmiechał jeszcze przed wejściem do biura, a następnie aż odważył się zaproponować mi kawę i zwiedzanie Lublina..
* W Zwierzyńcu..przeżyłam dziwną przygodę..idąc z Magdą i Andrzejem mijaliśmy na ławce jakichśtam kolesi..ogólnie to nie zwróciła--bym większej uwagi na nich..jednak obudzony we mnie łowca męskich serc i oczu wyszukał w tym stadzie jednego, supermegaprzystojnego osobnika. Czujny instynkt wręcz "rozkazał" mi się do niego lekko uśmiechnąć..No i stało się. Minęliśmy ich, mija kilka chwil...a tutaj nagle..ktoś nas zaczepia, wołając: "Hej! Czarująca w brązowej spódniczce!". Ke? Odwróciliśmy się, ponieważ wśród ludzi dookoła tylko ja miałam spódniczkę, na dodatek brązową. No i..chodziło o mnie. Podbiegło owe boskie stworzenie, uśmiechnęło się i zapytało, czy mi się podoba. Spojrzałam na jego wyciągniętą dłoń, a tam łańcuszek srebrny..
Seksowny Mężczyzna: "podoba się Pani?"
Ja: "hm..na szyjce musi dobrze się prezentować.."
SM: "to świetnie! Mogę spróbować?
Ja: "co spróbować?"
SM: "no..na Pani szyjce..na pewno będzie świetnie leżał, ale chciałbym zobaczyć..mogę?"
Zanim odpowiedziałam cokolwiek, łańcuszek miałam na szyji, i rzeczywiście, wyglądał fajowo. I Seksowny mężczyzna przemówił:
"to dla najpiękniejszej pani, urzekłaś mnie tym uśmiechem..".
Ponownie, zanim zdążyłam odpiąć łancuszek, i cokolwiek odpowiedzieć (zamurowało mnie maksymalnie!), zniknął. W ogóle..o co chodzi? Ale łańcuszek mam i bardzo miło wspominam.. ;)
* Andrzej..
Andrzej - facet z tzw. "historią". Skończył medycynę, ma doktorat z filozofii..pracuje na uczelni, piszę kolejną już książkę i jeździ na konferencje..Inteligentny, błyskotliwy, zabawny..ale nie dla mnie..
Podejrzewam, że nasze filozoficzne rozmowy o życiu, miłości, filmach, które widzieliśmy w Kazimierzu i innych rzeczach sprawiło, że nie widział we mnie tylko małej kobietki, z fajnymi nogami, niebieskimi oczyma, i pokaźnym biustem...i zachwycił się. I pojawiły się propozycje np. wspólnego drinka..i innych tego typu rzeczy..na które kobieta powinna uważać, jeśli nie chce kontynuować na pewnym torze znajomości..Skakał nade mną cały czas, i insynuował niektóre rzeczy..Myślę, że zadurzył się we mnie, mimo, że stwierdził, że się zakochał..Ale chyba mu się jednak tak tylko wydawało..
* hm..
No i On. I pewna sytuacja.. Przystojniak, błyskotliwy, mądry.. coś mnie ugryzło w pupę, i gdy się drapałam w tyłek (trochę niedyskretnie:P), i ujrzałam, że Go widzę. Poznałam Michała dzięki Magdzie, mojej kuzynce, no i generalnie..był ze swoją narzeczoną również w tej kawarence..i cóż..oni już wychodzili, ale Michał mnie zauważył. I zauważył oczywiście, że się drapię po pupsku..I..nagle, spojrzał mi głęboko w oczy, przyciągnął do siebie swoją ukochaną i zaczął namiętnie ją całować..pieścić jej piersi..i dotykać tyłek..patrząc się cały czas na mnie...Doskonale wiem, co chciał mi przekazać..Zabolało Go, że odrzuciłam Jego zaloty, gdy dowiedziałam się, że ma...poważne plany wobec innej..
*-*
No, a teraz..wróciłam..
W Gdańsku z mym Drogim Bratem, który mi wytrwale towarzyszył, kupiłam sobie wymarzoną skóóóręę! Niestety, czym byłam rozczarowana i mocno zawiedziona, nie znalezliśmy moich wymarzonych, wypatrzonych butów NIKE..(*chlip chlip*), ale za to jest skóa i mile spożytkowany czas.
Tak się stęęskniłam za Wami! ŁŁŁŁooomatkooo! Głowa aż mnie boli z tego powodu..
Zmieniło się kilka rzeczy w moim postrzeganiu świata..i rozświetliło kilka spraw..więęęc jest super. Z tych, które mogę zdradzić to np. postanowiłam zdrowo się odżywiać..
**
Wczoraj byłam na baletach z Martyną, Angelą i Kasią..Na początku, "miła", duuużaa dawka adrenaliny i strachu w wesołym miasteczku.. Najpierw targowałyśmy, żebyśmy taniej się przejechały, a następnie miałyśmy aż 4 rundy na tym..czymśtakim! :P
Koleś mówi: "weźcie do góry nogi i ręce, musicie się oderwać od siedzenia, jeszcze większa frajda". Głupia, posłuchałam..i kurwa prawie umarłam..Wrzeszczałam jak pomylona! Namówiłam Martynkę żebyśmy się złapały za rączki, bo ona nie chciała za nic rąk oderwać od uchwytów..
Było i romantycznie, i szaleńczo! Jeezu! Nigdy więcej tam nie pójdę! Haha. Prawie się zsikałam ze strachu, tymbardziej, że jeszcze przed startem, dwie typiarki mówią: "no..a to chyba nie jest to krzesło, które jest popsute?". Kurcze, było super, ale chyba z 10 minut mi zajęło, żeby uspokoić moją burzliwą krew..
Zabawa wyśmienita, tak naprawdę to roztańczyłśmy ten klub..Wszystkie trzy zawzięcie opierały się, żeby wyjść na parkiet jako pierwsze...ale zadziałał w tym momencie dar przekonywania: "Oni wszyscy na nas patrzą!". "I oto chodzi, moje kochane, więc nie róbcie głupich min :D"..I poszłyśmy! Było świetnie, za moment byli na parkiecie już prawie wszyscy..I impreza...na całego...Aż brakuje słów, żeby to opisać..
Mam zajawę na rowery...powróciła dawna miłość! Dobrze, że nie do Piotrka..
2008-08-30 23:48:28 skomentuj (0)
|