strona główna


Odnowienie bloga czas zacząć..


A zacząć należałoby od napisania kolejnej notki.. daaaawno zapowiadanej, już od dawna pożądanej przez niektórych osobników;)

Ciężko streścić w kilku słowach co tak naprawdę się działo i dzieje w moim życiu.. Mój stan emocjonalny, ostatnimi czasy szczególnie, zmienia się z minuty na minutę...

Jednak ważne dla mnie jest to, jakie refleksje mną dzisiaj targnęły...

Jak sporo osób wie (plotki szybko się roznoszą, szczególnie na Wydziale Ekonomicznym i Zarządzania również:D) nie ma już "Mojego", Adapciakowego, Boga Seksu i Rozkoszy, wręcz powiedziałabym.
Niestety, albo stety, w Nowy Rok musieliśmy się rozstać.. Oboje podjęliśmy tę decyzję, i warto by zaznaczyć, że.. chyba trochę dramatyzowałam dzień po. W sensie.. "kolejny raz zawiodłam się na męskich słowach" - osz, pieprzenie. Na ludzkich słowach. A to, że ma ten przymiotnik "męskie" wiele nie zmienia na dobrą sprawę. Poza tym, jeszcze wiele rozczarowań zapewne przede mną, więc.. szkoda życia żeby się tym zamartwiać dłużej i nad tym rozmyślać dniami i nocami. Nawet jeśli ta dana osoba śni Ci się niemalże dzień w dzień, i masz wrażenie, że nie może dać Ci odetchnąć...

Ale nie o to mi chodzi. Nie tego dotyczył moje refleksje..

Chodzi o miłość.. bo czymże ona jest?

Oglądałam, całkiem przypadkiem, program w stylu rozmowy w toku, tylko, że studio było bardziej prostackie, a prowadząca miała beznadziejny głos. Wypowiadała się między innymi Ewa Minge, okropnie wyglądająca (choć jest piękna kobietą, uuuh, te włosy!) projektantka, której kreacje mi się nie podobają, to jednak mówiła bardzo mądrze i widać, że ma spore doświadczenie w sprawach sercowych i damsko - męskich. No i była poruszana kwestia m.in. kochania dwóch mężczyzn naraz..
I też nie o to mi chodzi..
Moje refleksje dotyczyły miłości.. Jej esencji, jak ja sobie ją wyobrażam, jak chcę by wyglądała, i jakiego chciałabym mieć partnera.. i czy ją kiedykolwiek odczuwałam

Jak wspomniałam wcześniej w dzisiejszej notce, Piotrek bardzo często ostatnio mi się śni, często go mijałam smutnego na korytarzu na WE, itp. I przyznam się, że miewałam napady ogroooomnej tęsknoty, uprawiania dzikiego seksu, bądź namiętnej "miłości" (niestety, najgorsze są pierwsze 2-3 tygodnie!), chęci napisania do Niego, przytulenia się, "cokolwiek" - jakby skomentowała to Agata..
I jak niewiele osób wie, przez cały związek zastanawiałam się, czy to jest miłość? czy.. ja się zakochałam? Czy.. to jest to.. Szczęście? Absolutne, niczego innego nie chciałam - tylko czuć Jego oddech obok. Jednak nie zawsze byłam pewna swoich uczuć, emocji, nie rozumiałam się sama ze sobą chyba..

Ale dzisiaj już wiem. Jestem spokojna.. spłynęła na mnie harmonia i jakaś.. jakby błogość, a ten niepokój, który od jakiegoś czasu we mnie siedział, i się zastanawiał: czy jestem dla niego ważna, czy o mnie myśli.. prysł.

Nie kochałam go. Tak samo nie kochałam Darka.. Nie kochałam ich.. Byłam zauroczona, byłam zakochana, nawet zafascynowana w przypadku Piotrka.. ale ich nie kochałam.. Nikogo jeszcze nie pokochałam tak jak kobieta kocha mężczyznę, albo jak wydaje mi się, że kobieta kocha mężczyznę, albo lepiej - jak wyobrażam sobie swoją, własną, głęboką miłość. Może to głupio i dziwnie brzmi.. bo.. skoro z kimś "byłam" kilka miesięcy, to "powinnam ich kochać". Bullshit. Nic nie powinnam. Teraz tego jestem pewna.. Po kawałku tego programu uświadomiłam sobie, że tak naprawdę.. nie zdołałam pokochać mężczyzny, takim.. wyjątkowym uczuciem, gdy już to zauroczenie opada.. gdy trzeba przejść razem przez ciężkie chwile.. Owszem, nie mogę zaprzeczyć, byłam zapatrzona, zaangażowałam się - też prawda. Ale.. gdzie tu miłość? To raczej.. młodzieńcza, gorąca krew, namiętność, chemia.. "Cokolwiek" (och, uwielbiam Agatę!:D).
Nie potrafię być z kimś, kto kompletnie mnie nie kręci.. ale ta druga osoba musi się na mnie otworzyć.. żeby na podstawach przyjaźni.. zrozumienia, wyrosła prawdziwa miłość.. I to uczucie, widocznie w moim przypadku, nie jest odrazu.. I nie mogę kogoś pokochać bezgranicznie, jeśli ona sama niewiele mi z siebie daje emocjonalnie..

Nie byłam pewna co to jest miłość.. Nie rozróżniałam miłości od fascynacji, zauroczenia.. Teraz już wyraźnie widzę tą granicę. I jestem spokojna.. bo wiem, że przyjdzie dzień kiedy spotkam osobę, która będzie chciała zmieniać ze mną razem codzienność w podbijanie i odkrywanie świata wciąż na nowo, kolorowo, a czasem nudnie, z brudnymi talerzami, niewypranymi skarpetami rzuconymi pod kanapę.. Która nie będzie bała się życia, i korzystała z niego pełnymi garściami, tak jak ja to robię..
Chcę poważnego, głębokiego związku..

Dlatego też, niepokój mnie opuścił..

Tymbardziej, że zainteresowałam się osobą z mojego roku. W sumie - gorzej - z mojej grupy, i jeszcze gorzej.. bo ma na imię Piotr. Jak narazie świetnie z Nim się dogaduję, jest wielce interesujący, przystojny o niesamowitym uśmiechu i uroku.. jednak.. z Jego strony, sama nie wiem czy jest zainteresowanie..
Na pewno mnie lubi, bo podwiózł mnie do Gdyni, a wcześniej po imprezie do Redy..
Ale.. Może to w ramach podziękowań za pomoc..
Zobaczymy, chociaż porzekadło stundeckie mówi:
"Nie rwij dupy ze swojej grupy"!

to jednak chciałabym Go bliżej poznać.. bo naprawdę, to jest jeden z tych ginących Mężczyzn - którzy są fair i "wporządku".


Dobranoc.


ps. notka o uczelni, wks, i aiesec, bedzie nielguo.. Cierpliwości.


2009-01-30 00:41:24 skomentuj (0)