strona główna
|
|
Mój Ci jest!
Oj. Coś długo się nie pisało..
Ale to.. przez intensywność doznań, wrażeń i.. zjawisk.
Adapciak 2008, mówiąc jednym zdaniem według stałych bywalców (głównie kadry), podobno najlepszy. I ja tutaj mogę, a nawet muszę się zgodzić.. Powstały nowe romanse jak Vader - Czesiu, Nick Cave i Barczun, no i... chyba Ewik wpadł. Wpadł na całej linii.. Jak śliwka w kompot, albo kompot w śliwkę. Znamy się od dwóch tygodni.. niemal codziennie się widząc, i nie mam dość! Tylko czekam na pretekst jakim jest pożegnanie, żeby dać mu buziaka w policzka.. To takie dziecięce i głupie.. ale bardzo magiczne i urocze.. Gdy tylko Go zobaczę, uśmiech nie schodzi mi z ust.. Dzisiaj powiedział, że wraz ze mną do Jego życia wkradło się szczęście.. Chcę żeby tak właśnie było.. już chyba zawsze. Wspaniały Piotruś, według niejakiej Pandy, trochę wylansowany, jest boskim stworzeniem uwielbiającym rocka. No i dziś, mój wspaniały korepetytor Pe zaprowadził mnie na bunkry i słychaliśmy PJ. Nasza piosenka "Black" zostawała odtwarzana po raz 50ty, gdy właśnie mi to oznajmił.. i nie tylko to.. No i właściwie.. po wczorajszym bulwersie i burzy w mej małej duszyczce, nie zostało prawie nic.. Po prostu mam do Niego niewyobrażalną słabość.. Innego kolesia, dawno bym skreśliła.. jednak.. Jego? O Mój Boże. Po prostu.. ciągnie mnie do Niego niewiarygodnie.. A Jego osobę do mnie.. Cudne i zacne zielone oczka wciskają mnie w ziemię, albo nie, unoszą mnie nad chmury.. Nie potrafię się przy Nim ogarnąć.. Jest niesamowity.. A najśmieszniejsze jest to, że to właśnie On, przypadkowo trafił do naszego Bajabongo, i już w nim pozostał do końca wyjazdu.. I to On, obudził mnie gdy zasnęłam w kurtce, żeby się ze mną napić..a potem.. już tylko było coraz cieplej, milej, weselej, ekonomiczniej nawet powiedziałabym.. ;)
Nasze inne, "przypadkowe" spotkanie na "Pokładzie" potwierdziło to, co sądziłam. Facet z klasą, który fajnie tańczy i jest dżentelmenem.. Niby na adapciaku spaliśmy razem na jednym łóżku, ale do niczego nie doszło.. Zadziwiające.. Czułam tylko Jego lekki zarost i oddech na swoich plecach.. poza tym nic.. Chociaż.. nie ma się czemu dziwić.. bo spaliśmy zaledwie dwie godziny albo wcale.. Ktoś Niepoważny ustalił śniadanie o 8mej nad ranem.. na które docierały pomniejszone i przerzedzone oddziały Sikorek czy Żuczków albo.. wręcz żadne.
Jedyne do czego mogę się przyczepić to wypalana (za) duża ilość papierosów w przeciągu godziny.. aczkolwiek.. mój słodki Piotruś będąc na 5cio godzinnym spacerze.. nie zapalił ani razu.. czyli.. jest sukces! :)
Adapciak: skrótowo i bardzo ogólnie... Znalazły się na nim takie zacne i charakterystyczne jednostki jak Vader, Mocarna, Borowski czy Kowboj, który po 3ciej nocy sobie podrywanie mnie chyba odpuścił.. no i mój Piotruś. Przeze mnie złamał swoją złotą zasadę oraz rozchorował się.. ale.. cóż.. takie życie ;)
Na chrzcie dostałam chyba najbardziej, po czym Berbeć stwierdził, że wyglądam bardzo apetycznie - cała w bitej śmietanie i jajkach.. Następnie zwiedzanie Malborka ze śmiesznym panem Józefem, który wykazał się wspaniałym, oratorskim głosem.. Byłam nawet małym komandosem, czołgającym się po lasach borzechowskich, grając w Paintballa.. Noce? Noce były najciekawsze.. Codziennie dyskoteka, karaoke, ognisko.. Śpiewanie studenckich pieśni, morskich opowieści i szantów było naprawdę zajebiste.. A dodatkowo, muszę przyznać, że ostatniej nocy, gdy już Piotrek mnie wyciągnął na pomost, okazało się, że impreza jest przed klubem.. I nawet poznałam i piłam wódkę z R.emUG..
Generalnie, rozkochałam w sobie kilku mężczyznochłopaczków, jednak tylko Piotrek wpadł mi w oko.. Kowboj, Przemek, inny Piotrek, Jarek, Irek musieli odpaść.. Nie łudziłam się nawet, że nasz kontakt jakoś przetrwa adapciak.. a tu.. okazało się, że jednak.. chyba.. ten mężczyzna się mną zachwycił i oczarował.. Nasza adapciakowa przygoda się nie skończyła.. i śmiejemy się nawet, że te trzy noce nieprzespane są nieudaną grą wstępną;)
Ogólnie, czuję, że jest to coś zupełnie innego niż moje poprzednie historie miłosne.. Taka dojrzalsza.. pełniejsza znajomość.. On chce mnie słuchać, podziwiać..poznawać bliżej "ideał". Poza tym.. oboje chcemy być razem.. to się czuje.. ale.. wolimy poczekać.. jakbyśmy bali się, że możemy to utracić.. Jesteśmy na fazie "Przyczajki", czyli czaimy się, ale ciągnie nas do siebie niemiłosiernie..
Nasza ekstremalna , pierwsza wspólna, czysto randkowa wyprawa na wieżę prawie przed zmrokiem.. była niesamowita.. Takiej osoby potrzebowałam.. Trochę ryzykanckiej, ale odpowiedzialnej.. która nie ma kompleksów i wie, że chce albo nie chce tego czy owego.. Nie potrafię się z Nim nudzić, i nie dlatego, że znamy się tak krótko.. Nie jestem w stanie tego wytłumaczyć..
Miejsca, w które mnie zabierał zapierały mi dech w piersiach.. Odwoził do Redy, aż z Gdańska i nie było Mu ciężko.. a dla niektóych byłby to problem podejrzewam..
Nawet gdy chwilę nie odzywamy się do siebie.. ja nie czuję skrępowania.. tylko głupio się uśmiecham, bo gdy na Niego patrzę, nie potrafię się powstrzymać.. Po prostu.. widzę Jego zielone oczka i.. marzę. Marzę żeby tak zawsze na mnie patrzył z tym ciepłym uśmiechem.. przyglądał mi się z zaciekawieniem.. i dawał mi buziaki kiedy tylko zechce..
Dziewczyny Go zaakceptowały, a nawet podjarały się, krzycząc mi do ucha: "Trzymaaaj się Go, on jest Twój! Jest zajebisty! Skąd Go wytrzasnęłaś? Ma brata? Nie ma w ogóle porównania, wiesz z kim!", itp..
Nawet przez myśl mi nie przyszło, żeby kogoś porównywać.. A nawet jeśli.. to pewny Sarmata wypadłby gorzej.. I nie chodzi tu o żaden żal czy coś.. Po prostu teraz rozumiem dlaczego tak się stało, a nie inaczej.. i cieszę się z tego, autentycznie i absurdalnie szczerze.
Nie powiem - było fajnie i nawet momentami było mi przykro, że to się skończyło.. Ale.. patrząc z dystansu.. bardzo dobrze, że zakończyliśmy to. Byliśmy z innej bajki.. Nie poznał mnie tak na dobrą sprawę.. zna tylko powierzchownie.. Jego słowa bardzo dobrze to odzwierciedlają.. poza tym, próby ataku z Jego strony - kto ma rację, jakieś próby udowodnienia komuś czegoś, zazdrość o sukcesy, dziwne kompleksy i afery.. chyba nie o to w tym wszystkim chodzi..
Peter jest zupełnie inny..
Tak.. właśnie.. gdy tylko zaczęłam z Nim rozmawiać, powiedziałam do siebie w żartach: "mój Ci jest". I.. rzeczywiście..
..MÓJ CI JEST..
..i niech mój pozostanie..
Amen.
2008-09-29 22:15:45 skomentuj (1)
|