|
czerwonazielonka
Odnowienie bloga czas zacząć..
A zacząć należałoby od napisania kolejnej notki.. daaaawno zapowiadanej, już od dawna pożądanej przez niektórych osobników;)
Ciężko streścić w kilku słowach co tak naprawdę się działo i dzieje w moim życiu.. Mój stan emocjonalny, ostatnimi czasy szczególnie, zmienia się z minuty na minutę...
Jednak ważne dla mnie jest to, jakie refleksje mną dzisiaj targnęły...
Jak sporo osób wie (plotki szybko się roznoszą, szczególnie na Wydziale Ekonomicznym i Zarządzania również:D) nie ma już "Mojego", Adapciakowego, Boga Seksu i Rozkoszy, wręcz powiedziałabym.
Niestety, albo stety, w Nowy Rok musieliśmy się rozstać.. Oboje podjęliśmy tę decyzję, i warto by zaznaczyć, że.. chyba trochę dramatyzowałam dzień po. W sensie.. "kolejny raz zawiodłam się na męskich słowach" - osz, pieprzenie. Na ludzkich słowach. A to, że ma ten przymiotnik "męskie" wiele nie zmienia na dobrą sprawę. Poza tym, jeszcze wiele rozczarowań zapewne przede mną, więc.. szkoda życia żeby się tym zamartwiać dłużej i nad tym rozmyślać dniami i nocami. Nawet jeśli ta dana osoba śni Ci się niemalże dzień w dzień, i masz wrażenie, że nie może dać Ci odetchnąć...
Ale nie o to mi chodzi. Nie tego dotyczył moje refleksje..
Chodzi o miłość.. bo czymże ona jest?
Oglądałam, całkiem przypadkiem, program w stylu rozmowy w toku, tylko, że studio było bardziej prostackie, a prowadząca miała beznadziejny głos. Wypowiadała się między innymi Ewa Minge, okropnie wyglądająca (choć jest piękna kobietą, uuuh, te włosy!) projektantka, której kreacje mi się nie podobają, to jednak mówiła bardzo mądrze i widać, że ma spore doświadczenie w sprawach sercowych i damsko - męskich. No i była poruszana kwestia m.in. kochania dwóch mężczyzn naraz..
I też nie o to mi chodzi..
Moje refleksje dotyczyły miłości.. Jej esencji, jak ja sobie ją wyobrażam, jak chcę by wyglądała, i jakiego chciałabym mieć partnera.. i czy ją kiedykolwiek odczuwałam
Jak wspomniałam wcześniej w dzisiejszej notce, Piotrek bardzo często ostatnio mi się śni, często go mijałam smutnego na korytarzu na WE, itp. I przyznam się, że miewałam napady ogroooomnej tęsknoty, uprawiania dzikiego seksu, bądź namiętnej "miłości" (niestety, najgorsze są pierwsze 2-3 tygodnie!), chęci napisania do Niego, przytulenia się, "cokolwiek" - jakby skomentowała to Agata..
I jak niewiele osób wie, przez cały związek zastanawiałam się, czy to jest miłość? czy.. ja się zakochałam? Czy.. to jest to.. Szczęście? Absolutne, niczego innego nie chciałam - tylko czuć Jego oddech obok. Jednak nie zawsze byłam pewna swoich uczuć, emocji, nie rozumiałam się sama ze sobą chyba..
Ale dzisiaj już wiem. Jestem spokojna.. spłynęła na mnie harmonia i jakaś.. jakby błogość, a ten niepokój, który od jakiegoś czasu we mnie siedział, i się zastanawiał: czy jestem dla niego ważna, czy o mnie myśli.. prysł.
Nie kochałam go. Tak samo nie kochałam Darka.. Nie kochałam ich.. Byłam zauroczona, byłam zakochana, nawet zafascynowana w przypadku Piotrka.. ale ich nie kochałam.. Nikogo jeszcze nie pokochałam tak jak kobieta kocha mężczyznę, albo jak wydaje mi się, że kobieta kocha mężczyznę, albo lepiej - jak wyobrażam sobie swoją, własną, głęboką miłość. Może to głupio i dziwnie brzmi.. bo.. skoro z kimś "byłam" kilka miesięcy, to "powinnam ich kochać". Bullshit. Nic nie powinnam. Teraz tego jestem pewna.. Po kawałku tego programu uświadomiłam sobie, że tak naprawdę.. nie zdołałam pokochać mężczyzny, takim.. wyjątkowym uczuciem, gdy już to zauroczenie opada.. gdy trzeba przejść razem przez ciężkie chwile.. Owszem, nie mogę zaprzeczyć, byłam zapatrzona, zaangażowałam się - też prawda. Ale.. gdzie tu miłość? To raczej.. młodzieńcza, gorąca krew, namiętność, chemia.. "Cokolwiek" (och, uwielbiam Agatę!:D).
Nie potrafię być z kimś, kto kompletnie mnie nie kręci.. ale ta druga osoba musi się na mnie otworzyć.. żeby na podstawach przyjaźni.. zrozumienia, wyrosła prawdziwa miłość.. I to uczucie, widocznie w moim przypadku, nie jest odrazu.. I nie mogę kogoś pokochać bezgranicznie, jeśli ona sama niewiele mi z siebie daje emocjonalnie..
Nie byłam pewna co to jest miłość.. Nie rozróżniałam miłości od fascynacji, zauroczenia.. Teraz już wyraźnie widzę tą granicę. I jestem spokojna.. bo wiem, że przyjdzie dzień kiedy spotkam osobę, która będzie chciała zmieniać ze mną razem codzienność w podbijanie i odkrywanie świata wciąż na nowo, kolorowo, a czasem nudnie, z brudnymi talerzami, niewypranymi skarpetami rzuconymi pod kanapę.. Która nie będzie bała się życia, i korzystała z niego pełnymi garściami, tak jak ja to robię..
Chcę poważnego, głębokiego związku..
Dlatego też, niepokój mnie opuścił..
Tymbardziej, że zainteresowałam się osobą z mojego roku. W sumie - gorzej - z mojej grupy, i jeszcze gorzej.. bo ma na imię Piotr. Jak narazie świetnie z Nim się dogaduję, jest wielce interesujący, przystojny o niesamowitym uśmiechu i uroku.. jednak.. z Jego strony, sama nie wiem czy jest zainteresowanie..
Na pewno mnie lubi, bo podwiózł mnie do Gdyni, a wcześniej po imprezie do Redy..
Ale.. Może to w ramach podziękowań za pomoc..
Zobaczymy, chociaż porzekadło stundeckie mówi:
"Nie rwij dupy ze swojej grupy"!
to jednak chciałabym Go bliżej poznać.. bo naprawdę, to jest jeden z tych ginących Mężczyzn - którzy są fair i "wporządku".
Dobranoc.
ps. notka o uczelni, wks, i aiesec, bedzie nielguo.. Cierpliwości.
2009-01-30 00:41:24 skomentuj (0)
Dłuuga przerwa.
Tak.. właśnie.. Daawno nie pisałam.. Ale jedna z moich ulubionych istot dała mi jasno do zrozumienia, że już czas zacząć pisać ponownie..
Tak.. Więc "mój Piotruś" już jest oficjalnie "mój", a nawet za dwa dni będą dwa miesiące razem.. Hm.. to przecież nie tak miało być!:)
Miałam poznać wszystkich facetów na ekonomii...a potem dopiero wybierać.. a tu proszę, przypałętał się taki Jeden i został ;)
Jestem szczęśliwa gdy z Nim jestem.. gdy mój durny telefon (który ciągle się psuje) wydaje z siebie dźwięk, że dostałam wiadomość.. i raduje mnie tylko wiadomość od Niego.. Uwielbiam gdy patrzy się na mnie swoimi zielonymi oczętami, jakby mówił: "cieszę się, że jesteś".. Chociaż ostatnio mnie poprawił, mówiąc: "zajebiście, że jesteś"..
I mimo, że wszystko nam układa się wspaniale, ja się nadal boję.. Że On.. Odejdzie. Stwierdzi, że chyba jednak nie to.. Wydawało mi się, że jesteś dla mnie ważna..
Hm.. te obawy mogą potwierdzać tylko to, że się zaangażowałam.. i chciałabym żeby zawsze był blisko mnie.
A seks? Jak najbardziej.. TAK!
Chciałam poczekać z tym dłużej niż miesiąc.. jednak.. Jego zachowanie wobec mnie, w pewnych sytuacjach pokazała, że nie ma sensu czekać.. I nie żałuję. Podobno mówi się, że jeżeli chcesz być z kimś długo, to musisz poczekać ze zbliżeniem conajmniej trzy miesiące.. No, nie wiem czy ta teoria sprawdzi się w naszym przypadku, ale jak dotąd, na to się nie zanosi.. Co prawda, już był pierwszy wnerw na mojego Księcia.. ale wyjaśnione, przeproszone i wybaczone..
W każdym razie bliskość, jakakolwiek, z Nim.. jest niesamowita. Czuć niewyobrażalną namiętność i czułość.. Teraz, będąc z Nim, sobie to uświadomiłam.. Jak bardzo brakowało mi pewnych gestów, szeptów, rzeczy..
Tylko On potrafi tak pieścić i bawić się moim ciałem.. Gdy tuli i liże moje ciało.. piersi.. po prostu czuję, że żyję w chmurach!! Autentycznie!
Dotyka mnie tak, jak tego zawsze chciałam.. jak zawsze marzyłam by mnie dotykano.. I tu nawet nie tylko chodzi o to, że ma większe doświadczenie niż.. wcześniejszy partner.. Tylko o temperament i charakter podczas stosunku..
Pewny siebie, namiętny, gorący, czuły kochanek, który stopniuje przyjemność w zależności od naszego oddechu i szeptu.. reakcji naszych ust, oczu, rąk..
Uwielbiam się z Nim pieścić, uwielbiam się z Nim kochać.. Jak wcześniej też uwielbiałam seks.. to jednak teraz doskonale wiem, jakie mam oczekiwania wobec partnera.. wiem, czego mi brakowało, a co teraz dostaje..
Zupełnie inaczej to wygląda.. i zupełnie inaczej się z tym czuję.. Nie mam żadnych zahamowań, ani żadnego skrępowania.. Piotruś (który ma naturalnie o wieeele, wiele większe doświadczenie) fajnie mnie naprowadza na pewne rzeczy, żeby było nam obojgu przyjemniej.. nie mówi dokładnie co mam robić, tylko wskazuje jakie są możliwości.. i właściwie, to oboje decydujemy co teraz nastąpi, albo czego teraz chcemy..
Po prostu jest BOSKO.
No.. i.. nasza zajebista przygoda "w Aucie"?:)
E: czym przyjechałeś, skmką?
P: Nie, Killerem
E: to może.. spróbujemy?;]
P: w aucie? (haha)
E: ehe
P: poważnie?
E: ehe
P: możemy spróbować.. ale my jesteśmy zdesperowani..
E: ja bym nazwała to przygodą, a Ty?
P: w sumie masz całkowitą rację, Kociak
Zajechaliśmy do lasu.. Oboje czuliśmy wielkie podniecenie i niedowierzanie.. zaczęliśmy się nabijać, że wygląda to podobnie do sceny z "Chłopaków" ("jestem za młody, żeby za to płacić:P"). Nie potrafię tego nawet opisać.. .. to był, niewiarygodny, dziki seks.. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam.. i nawet nie chodzi o samo miejsce.. ale intensywność, atmosferę panująca w nas i kimonkowym "aucie" oraz na zewnątrz..
Moje Kcohanie stwierdziło, że jestem szalona i że.. no, nieistotne ;)
prostymi słowami: Dzikie Szaleństwo..
Co się jeszcze u mnie dzieje?
Działam sobie w AIESEC.. czasami męczą mnie niektóre sprawy, osoby.. czasami zastanawiam się czy nie zrezygnować, bo czuję, że tak na dobrą sprawę inne projekty oprócz Dni Karier nic dosłownie nie robią i właściwie nie są ważne.. na razie mój stosunek jest b.średni.. no, ale zobaczymy jak to będzie..
Jestem maksymalnie chora, ledwo mówię i szczerze mówiąc, staje się to dla mnie bardzo uciążliwe, ponieważ w przeciągu dwóch miesięcy jestem już 3 raz chora.. To jest nienormalne.. tymbardziej, że ubieram się b. ciepło.. nie rozumiem, po prostu.. Wkurza mnie to strasznie.. Co prawda, z każdym dniem jest coraz lepiej, to jednak.. jest to bardzo męczące.
Co więcej, na pogorszenie sprawy, to dałam ciała z wczorajszym kołem z matmy.. Po prostu.. spokojnie 5 z 6ciu zadań "mogłam" zrobić dobrze.. Podkreślam mogłam, bo to umiem.. a jednak.. "wyszła z tego tylko kurwa", np. wpisałam dobre wyniki w złą rubryczkę (na kartce mieliśmy wpisać TYLKO WYNIKI, więc tok myślenia nie był oceniany), to trzeba być kuźwa jełopem, prawda? No i co? Jedyna możliwość jest, że być może ulituje się nade mną.. Na dzień dzisiejszy mam tylko jedno zadanie dobrze.. a to okropne, bo.. to kuźwa umiem.. Nawet skomplikowaną całkę, której nikt nie obczaił, zrobiłam.. tylko, że pomyliłam minus z plusem.., czyli 0 punktów.. Kurwa mać! Wątpię, żeby się nade mną zlitował.. i dał mi chociaż jeden punkt z każdej takiej pomyłki.. W końcu to nie Domek, który wstawiłby mi spokojnie chyba maksa z każdego zadania.. tutaj mam do czynienia z Pomocnikiem Murarza, który jest ostry, i Go nie obchodzi czy zdasz, czy nie, to Twój problem..
No, ale nic.. mam nauczkę.. Muszę w kończu uwierzyć w to, że umiem matmę i wpisywać wyniki tam gdzie trzeba.. No i.. ważniejsza sprawa.. robić wszystko bardziej systematycznie.. A wszystko bdzie dobrze.. Jeszcze drugie koło, i ewentualnie zbój. Mam nadzieję, i wierzę w to głęboko, że drugie koło mnie ocali.. i nie będę musiała tego zbója pisać..
Wszystko mnie boli, łącznie z plecami od kaszlu, i oczkami od łez (od kaszlu;(), więc się pożegnam..
2008-12-10 13:53:03 skomentuj (0)
Mój Ci jest!
Oj. Coś długo się nie pisało..
Ale to.. przez intensywność doznań, wrażeń i.. zjawisk.
Adapciak 2008, mówiąc jednym zdaniem według stałych bywalców (głównie kadry), podobno najlepszy. I ja tutaj mogę, a nawet muszę się zgodzić.. Powstały nowe romanse jak Vader - Czesiu, Nick Cave i Barczun, no i... chyba Ewik wpadł. Wpadł na całej linii.. Jak śliwka w kompot, albo kompot w śliwkę. Znamy się od dwóch tygodni.. niemal codziennie się widząc, i nie mam dość! Tylko czekam na pretekst jakim jest pożegnanie, żeby dać mu buziaka w policzka.. To takie dziecięce i głupie.. ale bardzo magiczne i urocze.. Gdy tylko Go zobaczę, uśmiech nie schodzi mi z ust.. Dzisiaj powiedział, że wraz ze mną do Jego życia wkradło się szczęście.. Chcę żeby tak właśnie było.. już chyba zawsze. Wspaniały Piotruś, według niejakiej Pandy, trochę wylansowany, jest boskim stworzeniem uwielbiającym rocka. No i dziś, mój wspaniały korepetytor Pe zaprowadził mnie na bunkry i słychaliśmy PJ. Nasza piosenka "Black" zostawała odtwarzana po raz 50ty, gdy właśnie mi to oznajmił.. i nie tylko to.. No i właściwie.. po wczorajszym bulwersie i burzy w mej małej duszyczce, nie zostało prawie nic.. Po prostu mam do Niego niewyobrażalną słabość.. Innego kolesia, dawno bym skreśliła.. jednak.. Jego? O Mój Boże. Po prostu.. ciągnie mnie do Niego niewiarygodnie.. A Jego osobę do mnie.. Cudne i zacne zielone oczka wciskają mnie w ziemię, albo nie, unoszą mnie nad chmury.. Nie potrafię się przy Nim ogarnąć.. Jest niesamowity.. A najśmieszniejsze jest to, że to właśnie On, przypadkowo trafił do naszego Bajabongo, i już w nim pozostał do końca wyjazdu.. I to On, obudził mnie gdy zasnęłam w kurtce, żeby się ze mną napić..a potem.. już tylko było coraz cieplej, milej, weselej, ekonomiczniej nawet powiedziałabym.. ;)
Nasze inne, "przypadkowe" spotkanie na "Pokładzie" potwierdziło to, co sądziłam. Facet z klasą, który fajnie tańczy i jest dżentelmenem.. Niby na adapciaku spaliśmy razem na jednym łóżku, ale do niczego nie doszło.. Zadziwiające.. Czułam tylko Jego lekki zarost i oddech na swoich plecach.. poza tym nic.. Chociaż.. nie ma się czemu dziwić.. bo spaliśmy zaledwie dwie godziny albo wcale.. Ktoś Niepoważny ustalił śniadanie o 8mej nad ranem.. na które docierały pomniejszone i przerzedzone oddziały Sikorek czy Żuczków albo.. wręcz żadne.
Jedyne do czego mogę się przyczepić to wypalana (za) duża ilość papierosów w przeciągu godziny.. aczkolwiek.. mój słodki Piotruś będąc na 5cio godzinnym spacerze.. nie zapalił ani razu.. czyli.. jest sukces! :)
Adapciak: skrótowo i bardzo ogólnie... Znalazły się na nim takie zacne i charakterystyczne jednostki jak Vader, Mocarna, Borowski czy Kowboj, który po 3ciej nocy sobie podrywanie mnie chyba odpuścił.. no i mój Piotruś. Przeze mnie złamał swoją złotą zasadę oraz rozchorował się.. ale.. cóż.. takie życie ;)
Na chrzcie dostałam chyba najbardziej, po czym Berbeć stwierdził, że wyglądam bardzo apetycznie - cała w bitej śmietanie i jajkach.. Następnie zwiedzanie Malborka ze śmiesznym panem Józefem, który wykazał się wspaniałym, oratorskim głosem.. Byłam nawet małym komandosem, czołgającym się po lasach borzechowskich, grając w Paintballa.. Noce? Noce były najciekawsze.. Codziennie dyskoteka, karaoke, ognisko.. Śpiewanie studenckich pieśni, morskich opowieści i szantów było naprawdę zajebiste.. A dodatkowo, muszę przyznać, że ostatniej nocy, gdy już Piotrek mnie wyciągnął na pomost, okazało się, że impreza jest przed klubem.. I nawet poznałam i piłam wódkę z R.emUG..
Generalnie, rozkochałam w sobie kilku mężczyznochłopaczków, jednak tylko Piotrek wpadł mi w oko.. Kowboj, Przemek, inny Piotrek, Jarek, Irek musieli odpaść.. Nie łudziłam się nawet, że nasz kontakt jakoś przetrwa adapciak.. a tu.. okazało się, że jednak.. chyba.. ten mężczyzna się mną zachwycił i oczarował.. Nasza adapciakowa przygoda się nie skończyła.. i śmiejemy się nawet, że te trzy noce nieprzespane są nieudaną grą wstępną;)
Ogólnie, czuję, że jest to coś zupełnie innego niż moje poprzednie historie miłosne.. Taka dojrzalsza.. pełniejsza znajomość.. On chce mnie słuchać, podziwiać..poznawać bliżej "ideał". Poza tym.. oboje chcemy być razem.. to się czuje.. ale.. wolimy poczekać.. jakbyśmy bali się, że możemy to utracić.. Jesteśmy na fazie "Przyczajki", czyli czaimy się, ale ciągnie nas do siebie niemiłosiernie..
Nasza ekstremalna , pierwsza wspólna, czysto randkowa wyprawa na wieżę prawie przed zmrokiem.. była niesamowita.. Takiej osoby potrzebowałam.. Trochę ryzykanckiej, ale odpowiedzialnej.. która nie ma kompleksów i wie, że chce albo nie chce tego czy owego.. Nie potrafię się z Nim nudzić, i nie dlatego, że znamy się tak krótko.. Nie jestem w stanie tego wytłumaczyć..
Miejsca, w które mnie zabierał zapierały mi dech w piersiach.. Odwoził do Redy, aż z Gdańska i nie było Mu ciężko.. a dla niektóych byłby to problem podejrzewam..
Nawet gdy chwilę nie odzywamy się do siebie.. ja nie czuję skrępowania.. tylko głupio się uśmiecham, bo gdy na Niego patrzę, nie potrafię się powstrzymać.. Po prostu.. widzę Jego zielone oczka i.. marzę. Marzę żeby tak zawsze na mnie patrzył z tym ciepłym uśmiechem.. przyglądał mi się z zaciekawieniem.. i dawał mi buziaki kiedy tylko zechce..
Dziewczyny Go zaakceptowały, a nawet podjarały się, krzycząc mi do ucha: "Trzymaaaj się Go, on jest Twój! Jest zajebisty! Skąd Go wytrzasnęłaś? Ma brata? Nie ma w ogóle porównania, wiesz z kim!", itp..
Nawet przez myśl mi nie przyszło, żeby kogoś porównywać.. A nawet jeśli.. to pewny Sarmata wypadłby gorzej.. I nie chodzi tu o żaden żal czy coś.. Po prostu teraz rozumiem dlaczego tak się stało, a nie inaczej.. i cieszę się z tego, autentycznie i absurdalnie szczerze.
Nie powiem - było fajnie i nawet momentami było mi przykro, że to się skończyło.. Ale.. patrząc z dystansu.. bardzo dobrze, że zakończyliśmy to. Byliśmy z innej bajki.. Nie poznał mnie tak na dobrą sprawę.. zna tylko powierzchownie.. Jego słowa bardzo dobrze to odzwierciedlają.. poza tym, próby ataku z Jego strony - kto ma rację, jakieś próby udowodnienia komuś czegoś, zazdrość o sukcesy, dziwne kompleksy i afery.. chyba nie o to w tym wszystkim chodzi..
Peter jest zupełnie inny..
Tak.. właśnie.. gdy tylko zaczęłam z Nim rozmawiać, powiedziałam do siebie w żartach: "mój Ci jest". I.. rzeczywiście..
..MÓJ CI JEST..
..i niech mój pozostanie..
Amen.
2008-09-29 22:15:45 skomentuj (1)
Ostateczna decyzja. Sth is..coming? :)
Przez ostatnie dni śmignęła mi myśl, że moglibyśmy.. do siebie wrócić. Swoim zachowaniem.. nie wiem już tak naprawdę co On chciał mi przekazać.. Szczególnie te teksty o październiku.. pokazywanie i przypominanie mi, naszych różnych rozmów, spraw, które nas łączyły..
A ten pocałunek w szyję i poufałości rozmaite.. teraz.. to analizując.. już sobie na to nie pozwolę.. Nie chcę, żeby sobie pozwalał na takie rzeczy (mam na myśli rzeczy cielesne).. bo powspominać mogę bardzo chętnie..
Jaka ja byłam głupia! Żałuję tej rozmowy trochę.. niepotrzebnie zrobiłam Mu nadzieję (choć powątpiewam w to, żeby się postarał). On.. już nie jest w stanie mi zaofiarować tego, czego potrzebuję.. już nie.. wtedy też do końca nie umiał.. Tak na dobrą sprawę, każde Jego słowo świadczy o tym, że mało mnie zna.. tylko powierzchownie.. ale byłam zakochana.. zaślepiona.. To.. co on mówił, albo nie mówił.. robił, albo właśnie nie robił.. sprawia, że teraz patrzę na ten związek nawet momentami z niechęcią..że.. "pozwoliłam na coś takiego?".. że byłam taka naiwna, głupia i zakochana. Nie chciałam widzieć i słyszeć pewnych rzeczy.. nie przeszkadzało mi to, bo byłam szczęśliwa.. Ale teraz..? Nauczyłam się baaaardzo dużooo, i jak to stwierdził pewien ktoś "wyciągam mądre, dojrzałe i konkretne wnioski". Więc.. tylko cieszyć się i łapać chwile..
A całe to pseudoszlacheckie pieprzenie.. mile brzmi, ale oboje doskonale wiemy, co miał/ma na myśli.. I nadal mam sentyment, pozytywne uczucia, i Jego buźka będzie wywoływać uśmiech na moich ustach.. ale to na tyle. Żadnych przytulanek, gilgotania, by tylko się do mnie fizycznie zbliżyć, dziwnych.. słówek.. Nie chcę. Nawet..z moim temperamentem.. seksu też z Nim nie chcę..
Jeezu! Jakie to jest oczywiste i jasne!
Nie chcę żebyśmy do siebie wrócili! Co za głupia myśl mi zaświtała! Wrrr, aż jestem na siebie zła. I nie chodzi o żadną urażoną dumę, bo już skrzywdzić mnie nie może :)
.. a Jego stare nawyki.. już nie wypada i nie może ich przy mnie używać, bo sobie tego nie życzę. Szczególnie teraz.. gdy (chyba!) pojawił się Ktoś nowy.. Nie robię sobie żadnych iluzji i obietnic, nic takiego nawet nie padło.., ale cieszę się na sam widok Jego słoneczka na gg, czy choćby dźwięk imienia..czy..głupiego smsa..
I czuję, że nadchodzi moment wielkich zmian w moim życiu..
Kilka osób mnie zawiodło.. ale..tak to jest..
Kilka (a nawet -naście) nowych planów i marzeń.. oby tak było dalej :) Chcę je realizować krok, po kroku.. Główną przeszkodą jest czas i finanse.. Ale.. nad tą częścią pracuję już powoli..
2008-09-12 15:54:10 skomentuj (1)
Powrócona.
Powrócona, więc napiszę kilka słów. Króciutko będzie..
Lublin:
sądziłam, że to miasto swoją nudą mnie uśmierci..Generalnie
rzecz ujmując, miałam wrażenie, że Lublyn to duszna mieścina, gdzie nic się nie dzieje. Nic bardziej mylnego. Fajne stare miasto, zameczek, parki..PLAZA <ukochane centrum handlowe Pani J.:P)
Sierpień:
był miesiącem totalnie kulturalnym..festiwale filmowe w Kazimierzu Dolnyn i w Zwierzyńcu zaliczone..galerie pozwiedzane..Rany! Kazimierz to wspaniałe, niepowtarzalne miasteczko..Nie byłam tam pierwszy raz, ale tym razem zrobiło na mnie jeszcze większe wrażenie..A Zwierzyniec? Równie malowniczy i pięękny! Postanowiłam, że będę mieć tutaj chociażby apartament..
Praca:
Pierwszy tydzień - totalna nuda..nie było w biurze prawie nikogo, żeby otworzyć usta..Tylko kuzyn, który zagadywany, odpowiadał monosylabami, no..generalnie cięęężko. Czułam totalną krępację, ponieważ ciocia z wujkiem byli dla mnie wspaniali..nie dość, że nic nie robiłam, to jeszcze dostawałam za to pieniążki..
Jednak drugi tydzień wniósł nowe zmiany..Szalony Koreańczyk dzwonił do biura niemal codziennie w godzinach od 10 do 14..Dziewczyny wróciły z urlopów, i było naprawdę wesoło. Ploteczki, różne zwierzenia, a nawet wnioski: "widzisz Ewo..jakie to chłopstwo jest okropne i paskudne"..
Ostatnie 5 dni spędziłam na prowadzeniu badania na Politechnice Lubelskiej z Agatką. Sprawdzałyśmy, ona wynagrodzenia, ja zajęłam się przeglądaniem faktur i wyciągów bankowych, i sprawdzaniem czy np. pieniążki unijne był właściwie, zgodnie z założeniami, wydane.. Po kilku godzinach robiło się to nużące, ale bynajmniej nie siedziałam bezczynnie w biurze..Było ogólnie spoko. Szczególnie jak profesor, pan Wu przyszedł i nam towarzyszył. Zabawiał nas żarcikami na przeróżne tematy.
Mężczyźni: ?
No, tutaj pola do popisu nie miałam zbyt wielkiego..gdyż mieszkałam w wiosce, pod Lublinem, gdzie mieszkają ludzie w wieku mojej rodzinki..
Ale..
Wydarzyło się kilka zabawnych i trochę mniej zabawnych zdarzeń..niektóre wyszczególnie:
* Listonosz, który nas odwiedzał codziennie i przynosił listy, paczki, z dnia na dzień robił się coraz to odważniejszy, że nawet głupio się uśmiechał jeszcze przed wejściem do biura, a następnie aż odważył się zaproponować mi kawę i zwiedzanie Lublina..
* W Zwierzyńcu..przeżyłam dziwną przygodę..idąc z Magdą i Andrzejem mijaliśmy na ławce jakichśtam kolesi..ogólnie to nie zwróciła--bym większej uwagi na nich..jednak obudzony we mnie łowca męskich serc i oczu wyszukał w tym stadzie jednego, supermegaprzystojnego osobnika. Czujny instynkt wręcz "rozkazał" mi się do niego lekko uśmiechnąć..No i stało się. Minęliśmy ich, mija kilka chwil...a tutaj nagle..ktoś nas zaczepia, wołając: "Hej! Czarująca w brązowej spódniczce!". Ke? Odwróciliśmy się, ponieważ wśród ludzi dookoła tylko ja miałam spódniczkę, na dodatek brązową. No i..chodziło o mnie. Podbiegło owe boskie stworzenie, uśmiechnęło się i zapytało, czy mi się podoba. Spojrzałam na jego wyciągniętą dłoń, a tam łańcuszek srebrny..
Seksowny Mężczyzna: "podoba się Pani?"
Ja: "hm..na szyjce musi dobrze się prezentować.."
SM: "to świetnie! Mogę spróbować?
Ja: "co spróbować?"
SM: "no..na Pani szyjce..na pewno będzie świetnie leżał, ale chciałbym zobaczyć..mogę?"
Zanim odpowiedziałam cokolwiek, łańcuszek miałam na szyji, i rzeczywiście, wyglądał fajowo. I Seksowny mężczyzna przemówił:
"to dla najpiękniejszej pani, urzekłaś mnie tym uśmiechem..".
Ponownie, zanim zdążyłam odpiąć łancuszek, i cokolwiek odpowiedzieć (zamurowało mnie maksymalnie!), zniknął. W ogóle..o co chodzi? Ale łańcuszek mam i bardzo miło wspominam.. ;)
* Andrzej..
Andrzej - facet z tzw. "historią". Skończył medycynę, ma doktorat z filozofii..pracuje na uczelni, piszę kolejną już książkę i jeździ na konferencje..Inteligentny, błyskotliwy, zabawny..ale nie dla mnie..
Podejrzewam, że nasze filozoficzne rozmowy o życiu, miłości, filmach, które widzieliśmy w Kazimierzu i innych rzeczach sprawiło, że nie widział we mnie tylko małej kobietki, z fajnymi nogami, niebieskimi oczyma, i pokaźnym biustem...i zachwycił się. I pojawiły się propozycje np. wspólnego drinka..i innych tego typu rzeczy..na które kobieta powinna uważać, jeśli nie chce kontynuować na pewnym torze znajomości..Skakał nade mną cały czas, i insynuował niektóre rzeczy..Myślę, że zadurzył się we mnie, mimo, że stwierdził, że się zakochał..Ale chyba mu się jednak tak tylko wydawało..
* hm..
No i On. I pewna sytuacja.. Przystojniak, błyskotliwy, mądry.. coś mnie ugryzło w pupę, i gdy się drapałam w tyłek (trochę niedyskretnie:P), i ujrzałam, że Go widzę. Poznałam Michała dzięki Magdzie, mojej kuzynce, no i generalnie..był ze swoją narzeczoną również w tej kawarence..i cóż..oni już wychodzili, ale Michał mnie zauważył. I zauważył oczywiście, że się drapię po pupsku..I..nagle, spojrzał mi głęboko w oczy, przyciągnął do siebie swoją ukochaną i zaczął namiętnie ją całować..pieścić jej piersi..i dotykać tyłek..patrząc się cały czas na mnie...Doskonale wiem, co chciał mi przekazać..Zabolało Go, że odrzuciłam Jego zaloty, gdy dowiedziałam się, że ma...poważne plany wobec innej..
*-*
No, a teraz..wróciłam..
W Gdańsku z mym Drogim Bratem, który mi wytrwale towarzyszył, kupiłam sobie wymarzoną skóóóręę! Niestety, czym byłam rozczarowana i mocno zawiedziona, nie znalezliśmy moich wymarzonych, wypatrzonych butów NIKE..(*chlip chlip*), ale za to jest skóa i mile spożytkowany czas.
Tak się stęęskniłam za Wami! ŁŁŁŁooomatkooo! Głowa aż mnie boli z tego powodu..
Zmieniło się kilka rzeczy w moim postrzeganiu świata..i rozświetliło kilka spraw..więęęc jest super. Z tych, które mogę zdradzić to np. postanowiłam zdrowo się odżywiać..
**
Wczoraj byłam na baletach z Martyną, Angelą i Kasią..Na początku, "miła", duuużaa dawka adrenaliny i strachu w wesołym miasteczku.. Najpierw targowałyśmy, żebyśmy taniej się przejechały, a następnie miałyśmy aż 4 rundy na tym..czymśtakim! :P
Koleś mówi: "weźcie do góry nogi i ręce, musicie się oderwać od siedzenia, jeszcze większa frajda". Głupia, posłuchałam..i kurwa prawie umarłam..Wrzeszczałam jak pomylona! Namówiłam Martynkę żebyśmy się złapały za rączki, bo ona nie chciała za nic rąk oderwać od uchwytów..
Było i romantycznie, i szaleńczo! Jeezu! Nigdy więcej tam nie pójdę! Haha. Prawie się zsikałam ze strachu, tymbardziej, że jeszcze przed startem, dwie typiarki mówią: "no..a to chyba nie jest to krzesło, które jest popsute?". Kurcze, było super, ale chyba z 10 minut mi zajęło, żeby uspokoić moją burzliwą krew..
Zabawa wyśmienita, tak naprawdę to roztańczyłśmy ten klub..Wszystkie trzy zawzięcie opierały się, żeby wyjść na parkiet jako pierwsze...ale zadziałał w tym momencie dar przekonywania: "Oni wszyscy na nas patrzą!". "I oto chodzi, moje kochane, więc nie róbcie głupich min :D"..I poszłyśmy! Było świetnie, za moment byli na parkiecie już prawie wszyscy..I impreza...na całego...Aż brakuje słów, żeby to opisać..
Mam zajawę na rowery...powróciła dawna miłość! Dobrze, że nie do Piotrka..
2008-08-30 23:48:28 skomentuj (0)

|
|